Czy warto posyłać dziecko do przedszkola?

Czy warto posyłać dziecko do przedszkola?

Obracając się w środowisku matek, czytając różne blogi, fora, czy teraz bardziej wątki na grupach w mediach społecznościowych, spotykam się czasami z teorią, że dziecko w przedszkolu to ostateczność. Niektóre matki wychodzą z założenia, że skoro nie muszą pracować, bądź pracują z domu, zostający z nimi kilkulatek będzie miał najlepszą opiekę, a placówki, szczególnie te publiczne, to ZUO.

Starsza Córa poszła do żłobka jak skończyła rok. Młodsza w zasadzie też, ale tylko na miesiąc, w jej przypadku zdecydowaliśmy się na opiekunkę, potem ja poszłam na wychowawczy i jako 3-latka ruszyła do przedszkola. Państwowego, takiego najbliższego, po drugiej stronie ulicy, nie Montessori, nie językowego, sportowego, czy omnibusowego. Takiego, w którym na śniadanie serwują zupę mleczną, łobuzowanie kończy się odsiadką przy karnym stoliczku, a w grupie jest 18 dzieci na 2 panie, które są w pracy wymiennie.
W tej chwili mogę powiedzieć, że jest to już dla nas placówka sprawdzona. Skończyła ją Starsza Córa i choć dziś jest w klasie z dziećmi po przeróżnych przedszkolach, radzi sobie zdecydowanie dobrze.

Dziecko w przedszkolu choruje

Głównym powodem, dla którego pewne dzieci przedszkola nie ujrzą, są:…. choroby i bakterie. Czytam internety i momentami nie dowierzam. Matka zatrzyma dziecko w domu do 6rż., bo przecież w przedszkolu jak zrobi kupę, to nikt mu potem pupy pod kranem nie umyje. Nikt też nie pilnuje czy dzieci po skorzystaniu z toalety myją ręce, więc generalnie na zabawkach i wszędzie, czają się okrutnie, złe, krwiożercze bakterie, których nie ma przecież na placu zabaw, w autobusie, czy na marketowym wózku. A przecież podobno to na naszych telefonach jest najwięcej zarazków i gorsze bakterie jak na desce sedesowej. Łapiemy za klamki, uchwyty, poręcze, pieniądze, a potem macamy telefon.

Trzylatek w przedszkolu dużo choruje. Serio?! A fe! Powiem tak, są jednostki odporne, które już w pierwszym roku nie opuściły więcej jak kilka tygodni. Znam osobiście kilka przypadków. Moje do nich nie należą. Starsza zaczęła żłobkową przygodę bardzo ciężko. Na zmianę były jelitówki i infekcje górnych dróg oddechowych, którymi częstowała nas bez pardonu. Żłobkowe/przedszkolne wirusy są tak wredne, że my, dorośli, z pozoru odporni, padaliśmy jak muchy. Trwało to pół roku. 1 tydzień w żłobie, 2-3 w domu. Nagle przeszło jak ręką odjął. Mówi się, że dziecko musi swoje wychorować.
Z Młodszą jest jeszcze gorzej. Ona chorowała praktycznie od zawsze. Starsza przyniosła z przedszkola katarek, Młoda kończyła z zapaleniem płuc w szpitalu, albo chociaż z zaciśniętą krtanią i interwencją pogotowia. Katar, gorączka prawie co miesiąc. Miałam nadzieję, że ona to swoje odchoruje zanim pójdzie do przedszkola. Jednak nie. W 3-latkach, od września do lutego była 7 razy chora, w tym jeden cały miesiąc przesiedziała w domu. W 4-latkach poprawy nie widać, do lutego wykręciła już 10 infekcji. Nawet w szpitalu ją położyli na badaniach, podejrzewając alergię, czy inne dziwy, które wywołują problem. NIC. Według badań dziecko zdrowe jak ryba, odporność w normie.

Dlaczego pomimo chorób moje dziecko chodzi do przedszkola?

Do głowy by mi nie przyszło, żeby wypisać Młodszą z przedszkola. Chyba by mi tego nie darowała. Już jako 2-latek płakała, kiedy odprowadzałyśmy Starszą, a ona musiała wrócić ze mną do domu. Nie to, że mnie nie lubi, na „nienawidzę cię” przyjdzie jeszcze czas, ale chciała do dzieci. Ostatnie wakacje przed trzecimi urodzinami przebierała nóżkami na myśl o tym, że od września sama będzie przedszkolakiem. Kiedy siedzimy w domu, gramy w gry, razem gotujemy, lepimy jej ukochaną ciastolinę, albo piasek kinetyczny, czytamy itd. Na nic to, bo codziennie pyta, czy jutro już pójdzie do przedszkola. Często jak dostanie syrop na zbicie temperatury oświadcza, że nie ma przecież już gorączki, zdrowa jest, mogę ją zaprowadzić.

W przedszkolu ma przyjaciółki, kolegów, koleżanki. Z niektórymi się lubi, z innymi nie. Opowiada jak fajnie się bawiła z Justynką, a jak Łukasz ją pociągnął za włosy. Uczy się nawiązywać relacje, rozwiązywać konflikty. A jaką ma frajdę, kiedy wracając do domu tłumaczy nam zasady nowej zabawy, prowadzi nam gimnastykę, mówi wierszyki, czy śpiewa angielskie piosenki*.

Jedzenie w przedszkolu

Dziecko nie chce jeść. To też nie raz jest argumentem rodziców za tym, że mały człowiek powinien jednak zostać w domowych pieleszach. Młodsza Córa jest przebiegła, nie sposób z nią dyskutować. Dialog na ten temat wygląda tak:

– Córa, co dzisiaj było na obiad?
– Zupka. Pomidorowa, ale nie jadłam, bo mi nie smakowała. Ziemniaki, ale nie jadłam, bo nie lubię ziemniaków. Surówka, ale też nie jadłam, bo nie lubię surówek i kotlecik.
– Acha. To co ty jadłaś?
– Bułę**.
– A pomidorówka ci nie smakowała? Przecież to twoja ulubiona zupa.
– Ale ja lubię tylko taką jak ty gotujesz Mamusiu.

No i po takim komplemencie,  człowiek zapomina co chciał powiedzieć.

Ostatnio stwierdziła, że nie jadła zupy, bo jej nie smakowała, a drugiego dania też nie, bo kazali jej jeść brudną łyżką…. tą z zupy.

Jadłospis w przedszkolu jest znacznie bardziej urozmaicony niż w wielu domach. Jeśli boisz się, że Twoje wybredne dziecko nie będzie niczego jadło, pamiętaj o mocy przykładu. Wiele maluchów przekonuje się w końcu do spróbowania nawet znienawidzonych warzyw, kiedy jedzą je koledzy. Wiem co mówię, Młodsza czasem zje w przedszkolu ziemniaka!

Dlaczego jestem fanką przedszkola?

Przedszkole to genialna sprawa, szczególnie jak dają czyste sztućce. Każdy musi podjąć tę decyzję sam, jeśli oczywiście ma wybór. W domu z matką, babcią, czy nianią dziecko nigdy nie nauczy się tego, czego wśród rówieśników, nawet jeśli jest na tyle genialne, że rówieśnicy, by zaniżali jego poziom (z takim argumentem też się spotkałam). Choroby były, są i będą, trzeba z nimi walczyć, choć opadają ręce i chce się wyć. Jak nie teraz, to one się pojawią w zerówce lub szkole, tylko, że wtedy opuszczanie zajęć, będzie trudniejsze.
W przypadku moich dzieci, wiem, że przedszkole to miejsce, z którego bardzo dużo wyniosły i nie są to tylko wszy. Uczą się tego jacy są inni ludzie, uczą się zachowania w grupie. Żaden plac zabaw, podwórko, czy weekendowe spotkania ze znajomymi, nie dadzą tego, co codzienne relacje z tymi samymi osobami, nauka współpracy i grupowe występy przed publicznością.

Przedszkole uwielbiam ja, bo mogę bez wyrzutów sumienia realizować swoje plany, zlecenia, pobyć przez chwilę we względnie ogarniętym mieszkaniu, a przede wszystkim dlatego, że uwielbiała je moja Starsza i dziś uwielbia Młodsza.

 

* Dziś już trzylatek w przedszkolu ma więcej angielskiego, niż kiedyś uczniowie w szkołach. Pamiętam jak język obcy zaczął wchodzić do szkół od I klasy i śmialiśmy się z siostry, że cały pierwszy rok kolorowali na angielskim obrazki, dotyczące kilku słówek, które przerobili na lekcji.

** Paniom żal, że to dziecko siedzi głodne, więc chociaż bułkę z masłem jej dają. I nie, wbrew temu, co niektórzy twierdzą: „jakby wiedziała, że nie dostanie nic innego, to by zjadła co dali”, nie zjadłaby.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *