Ja-Matka

Ja - matka

Dwukrotnie w życiu miałam poważne postanowienia noworoczne. Obie Córy urodziłam w październiku. Dziś, kiedy patrzę jak się tłuką, kiedy słyszę ich „eeeEEEeeEeEeee, maaAAamaaAAA”, rozumiem co miał na myśli ktoś, kto powiedział: uważaj o czym marzysz. Aktualnie boję się postanowień noworocznych i staram żyć z tymi, które już popełniłam.

Pamiętam dzień, w którym 8 lat temu zobaczyłam 2 kreski na teście. W pierwszej chwili było: „yes!”, zdałam! Potem spojrzałam sobie w oczy, w lustrze biurowej toalety i zobaczyłam jak radosny wyraz twarzy zmienia się w przerażenie, „łojesoo i co teraz?”.
Te zmiany nastrojów utrzymywały się całą ciążę. Niby nie mogłam się doczekać, ale za chwilę ogarniał mnie strach przed tym, że jakoś to dziecko trzeba wydobyć, do tego po nocach mi się śniło, że wracamy ze szpitala z niemowlęciem i….no właśnie i co? Co dalej? Musimy sobie radzić, jak to się mówi, ogarnąć temat, sami, bez żadnej instrukcji obsługi.

4 lata później powtórzyliśmy nasze dokonania. Ba! Młodsza Córa urodziła się dokładnie tego dnia, na który miałam termin ze Starszą. Gdyby ta się nie pospieszyła, dmuchałyby świeczki razem. Wróć! I tak dmuchają, nie będę lepić tortów co tydzień.
Z Młodszą teoretycznie było łatwiej. Nie bałam się tego powrotu do domu ze szpitala, nie słuchałam położnej jak wyroczni, nie płakałam, że dziecko śpi od 4h i nie udaje mi się go dobudzić na karmienie.

Minęło tyle lat, a ja, prawdę mówiąc, każdego dnia czuję się jakbym cierpiała na rozszczep osobowości. Z jednej strony chciałabym poświęcić swoim dzieciom cały wolny czas, chciałabym dać im z siebie jak najwięcej. Z drugiej…wkurzają mnie i brak mi cierpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *