O mnie

O mnie

Mała, hałaśliwa, sarkastyczna, nerwowa. Od lat znana jako Klaudia P. Cała ja.
Idąc na studia, już w dobie kultu kierunków „praktycznych” wybrałam filozofię, co więcej, skończyłam ją i nigdy nie żałowałam swojego wyboru.

Na przekór wszystkim pragmatykom, po studiach pracowałam w korpo, na stanowisku księgowej. Siedziałam ramię w ramię z kolegami po kierunkach ekonomicznych, którzy wcześniej, przez 5 lat pukali się w czoło pytając: „a co ty będziesz miała po tych studiach?”. Umiejętność wysławiania się, pracy z tekstem, rozwiniętą zdolność perswazji, a także dużą elastyczność, dzięki którym dane mi było pracować w różnych branżach. Niektórym jednak wciąż trudno ogarnąć to umysłem. Dla nich księgowa musi być po ekonomii, dziennikarz po dziennikarstwie, a po filozofii i kulturoznawstwie pracownik McDonalda.

Kiedyś prowadziłam bloga parentingowego. To były jeszcze czasy, kiedy o pozycjonowaniu wiedziałam tyle co o implantowaniu jonowym i myślałam, że SEO to chińska zupa. Teraz do tematu podchodzę z innym bagażem doświadczeń, wiedzy i zupełnie innym założeniem. W pierwszym odruchu ponownie planowałam tematykę rodzicielską, jednak uznałam, że nie chcę być już tylko matką. W realnym życiu jestem głównie nią, dlatego postanowiłam stworzyć sobie alternatywną rzeczywistość. Taki mój Matrix.

Na moim blogu nie znajdziesz idyllicznego obrazka „typowej polskiej rodziny”, wytrysku szczęścia w każdym wpisie, zdjęć mojego czystego, perfekcyjnie urządzonego domu z ogródkiem, zdobionego własnoręcznie wykonanymi dekoracjami. Nie lubię sprzątać. Mam 2 lewe ręce jeśli chodzi o wszelkie robótki, a moje dzieci potrafią się wytargać za włosy i spacerować po mieście w wysmarowanej czekoladą sukience. Nie chodzę po mieszkaniu w szpilkach i nie budzę się w pełnym makijażu. Ba! W internetach widuję nastoletnich chłopców, którzy potrafią się umalować lepiej ode mnie, kosmetykami, których nazw i funkcji nawet nie znam.

Skąd się tu wzięłam?

Archiwa internetów są niezgłębione. Lata temu, kiedy na parapety srały pterodaktyle, przy biurku w akademiku stworzyłam sobie oryginalny nick. Wystarczy wklepać go w wyszukiwarkę, by ta udowodniła, że zawsze chciałam pisać. Pisać, grać aktorsko i odchudzać się. Trzeci punkt zmieniam dziś na „przytyć”, na drugi może jeszcze przyjdzie czas, a pierwszy przewijał się nieustannie. Przez wiele lat powtarzałam, że marzy mi się zarabiać słowem pisanym, ale nie miałam pomysłu jak można to zrealizować. Gazety wydawały się niedostępne dla ludzi „z ulicy”. W międzyczasie tworzyłam darmowe teksty do jednego z portali jarając się, że ktoś je publikuje. Potem był blog. Z większym lub mniejszym zaangażowaniem prowadziłam go przez 5 lat. Przerwałam, bo dopadła mnie brutalna rzeczywistość i zabrakło czasu.

Pomimo krętej drogi, pracy w księgowości, etapu na emigracji, epizodzie w spedycji, trudnej decyzji o urlopie wychowawczym, a następnie o tym, by nie wrócić z niego na etat, przez te wszystkie lata towarzyszyło mi pisanie i marzenie o zarabianiu na nim. Różne decyzje, wybory, spowodowały, że dziś jestem tu, gdzie jestem, czyli na swojej kanapie. Od ponad 1,5 roku mogę dumnie powiedzieć, że spełniam się jako Copywriter. Robię to, co lubię najbardziej i co wychodzi mi znacznie lepiej niż tworzenie prognoz finansowych. Tym zaś co jara mnie teraz bardziej niż sam fakt publikowania moich teksów, są zadowoleni klienci.

Who the fuck is Yeti?

Yeti jest stworem, o którym każdy coś słyszał, nikt nie widział, a wielu próbowało wyśledzić. Są tacy, którzy w niego nie wierzą i mogą podcinać skrzydła tropiącym. Yeti żyje daleko, na końcu świata, w wysokich górach, jednak to wciąż nasza planeta i nasz wymiar. Dorwanie stwora jest możliwe, choć wymaga wytrwałości i zacięcia. Głęboko skrywane marzenia też bywają jak ten Yeti. Nawet jeśli nie jesteś w stanie do końca sprecyzować swojej drogi do ich osiągnięcia, ani ich ostatecznego kształtu, pamiętaj o nich, noś w sercu i nieustannie dąż do ich osiągnięcia.

Założyłam blog, by dorwać swojego Yeti. Pisać, realizować się, stawać się coraz lepszą, sławną i wystąpić w telewizji śniadaniowej w temacie owsików i wszy, które mi dzieci przynoszą placówek publicznych.

Nie jestem osobą dobrze zorganizowaną i nie powiem, że moja kreatywność nie ma dna. Staram się jednak rozwijać pod tym kątem. Będę zamieszczać również wpisy inspirujące, motywujące, ale nie jako ekspert, a ktoś, kto sam próbuje kopnąć się w tyłek i chętnie stworzy grupę wsparcia podobnych sobie.