Telefon komórkowy szkodzi kreatywności

Telefon komórkowy szkodzi kreatywności

Pojechałam któregoś dnia odwieźć córkę do szkoły i zapomniałam torebki. Nic to, że w domu został portfel, a miałam jechać na zakupy. Nie szkodzi, że jeździłam bez prawa jazdy. Najgorsze, że w domu został telefon komórkowy! Kiedy sobie to uświadomiłam, poczułam się dziwnie. Z jednej strony pojawiła się pustka, z drugiej….poczucie wolności? Ano właśnie. Przecież ja doskonale pamiętam czasy, kiedy nie nosiło się przy tyłku telefonu. Wychodziłam z domu i kontakt ze mną był dopiero jak wróciłam. Wtedy jeszcze byłam młoda, bezdzietna i bezmężna, więc generalnie wszystko było łatwiejsze.

Komórka trzyma nas na krótkiej smyczy

Dziś bez przerwy muszę być pod telefonem, bo przecież mogą zadzwonić ze szkoły, że Starsza rzyga, albo z przedszkola, że Młodsza ma gorączkę. Bywało nie raz, nie dwa. Muszę być pod telefonem, bo przecież jak nie odbieram, to potem mąż, znajomi, wszyscy żartują, że do mnie się dodzwonić nie można. Twierdzą, że jakby ktoś im przyłożył pistolet do głowy mówiąc: „wykonaj 1 telefon i jeśli ta osoba odbierze, zginiesz, jeśli nie, puszczę Cię wolno”, to bez wahania zadzwoniliby do mnie. Nie jestem mocno uzależniona od telefonu, zdarza mi się zignorować to, że coś tam brzęczy, szczególnie kiedy jem. Niektórzy dzwoniący są mistrzami w trafianiu w takie sytuacje. Nie dzwoni tygodniami i potem tylko czeka na moment, gdy skrajnie głodna ładuję pierwszy kęs obiadu do ust.

Zmarnowany potencjał

Mniejsza o to. Do sedna. Telefon komórkowy szkodzi nam na wiele sposobów. Zniewala, ogranicza naszą swobodę, a także tłamsi kreatywność. Szczególnie mówię tu o dostępie do internetu i mediach społecznościowych. No, bo wyobraź sobie, że Archimedes leżąc w wannie nie myślałby o tym jak jego ciało oddziałuje na wodę, a jak woda je wypiera. Zamiast tego słuchałby podcastów lub jakiegoś youtubera. Albo Newton, nie przejąłby się spadającym z drzewa jabłkiem, bo scrollowałby w tym czasie fejsa. Wiele historii, książek, legendarnych komiksów, scenariuszy filmowych nie powstałoby, gdyby ich twórcy stojąc w korkach wrzucali sobie selfiki na instagrama, albo konwersowali z kimś na Messengerze czekając w kolejce do lekarza. Jest mnóstwo sytuacji, w których wyciągamy telefony, tracąc w ten sposób kontakt z samym sobą. Przestajemy myśleć, tylko klikamy, scrollujemy, lajkujemy, zamiast marzyć, planować i rozwiązywać problemy.

Pamiętam jak mój brat zawsze zabierał na posiadówkę w toalecie książki szkolne, zeszyty i uczył się, bo mówił, że wtedy ma największą wenę. A teraz jaki odsetek młodzieży zabiera do kibla zeszyty, a jaki telefony? Wygląda na to, że robiąc kupę marnujemy swój ogromny potencjał. To samo w poczekalni u lekarza, w kolejce do marketu, leżąc w łóżku przed snem. Codziennie obniżamy prawdopodobieństwo odkrycia czegoś nowego, niesamowitego, być może pomysłu na lukratywny biznes. Czy masz tego świadomość? Gdyby dama z gronostajem strzeliła sobie selfika i wrzuciła na fejsa, nie byłaby znana ani ona, ani da Vinci.

Spróbujmy odzyskać kontrolę nad sobą

Telefony, internet, są dla nas, a nie my dla nich. Powinny dawać nam możliwości, a nie zabijać kreatywność. Spróbuj wyciszyć dzwonki (jeśli masz pewność, że Ci dzieci w placówce właśnie nie chorują, ani nie ulegają wypadkom) i naucz się korzystać z telefonu tylko wtedy, kiedy naprawdę go potrzebujesz. Pobądź przez chwilę sam na sam ze swoimi myślami (o ile nie są samobójcze), z bliskimi, rodziną, dziećmi i poczuj wolność, pobudź swoje zmysły, otwórz się na świat, a on otworzy się na Ciebie. Albo i nie, nie obiecuję, ale myślę, że warto spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *